poniedziałek, 3 listopada 2014

"I AM SINISTAR!"

Halloween było i szybko się zmyło. Zastanawiałem się nawet, czy z okazji tego "święta" nie zrobić jakiejś listy najstraszniejszych gier, czy czegoś podobnego, ale szybko sobie przypomniałem, że rzygam już wszelkimi zombie, zombie i zombie. Niestety, głównie one rządzą aktualnie w grach. Na szczęście zawsze mogę liczyć na przeszłość i znaleźć tam coś strasznego na swój pokręcony sposób.

Nigdy nie zapomnę, kiedy to jako pięciolatek poszedłem z kuzynem do osiedlowego salonu gier. Był niewielki, ale jakimś cudem upchnięto tam sporo automatów. Oczywiście, jak się wychodzi gdzieś ze starszym kuzynem, to trzeba przygotować się na to, że będzie sobie robił z nas jaja. Zazwyczaj byłem przygotowany na jakieś kuksańce, czy wyzywanie, ale nigdy bym nie pomyślał, że tamtego dnia załatwi mnie grą - Sinistar.



Do rąk dostałem żeton, wrzuciłem go do maszyny i już po chwili latałem po kosmosie malutkim stateczkiem. Strzelałem do przeciwników, rozwalałem asteroidy i zbierałem wylatujące z nich piksele. Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, kiedy podczas tej sielankowej atmosfery, coś na mnie przeraźliwie ryknęło i wykrzyczało BEWARE, I LIVE! Po chwili po moim stateczku i żetonie nie było ani śladu. Odgłosy te pochodziły od tytułowego Sinistara - głównego złego całego przedsięwzięcia. Jego głos miał moc przerażania i siania paniki przy automacie. Zresztą sami posłuchajcie.




Jako pięciolatek byłem przerażony widząc jego gębę, która się drze, że mnie zaraz pożre. Trzeba przyznać, że kuzyn wiedział jak mi dokuczyć. Ale mimo strachu grałem w Sinistara do końca. Musiałem widzieć jak ten kosmiczny pochłaniacz małych stateczków ginie w kanonadzie wybuchów.

Co ciekawe, wielu uważa, że Sinistar jest pierwszą grą posiadającą ludzki głos. Jest to dość ryzykowne stwierdzenie, zwłaszcza że automat z tą grą wyszedł w tym samym roku co modulator głosowy Intellivoice. Nie zmienia to jednak faktu, że Sinistar wchłaniał to pudełeczko jako nic nie znaczącą przegryzkę. Ba, do tej pory ten głos wprawia w osłupienie co niektórych.

Szkoda tylko, że u nas nie była to bardzo znana gra. Wątpię żeby jakiś automat z Sinistarem ostał się gdzieś jeszcze w Polsce. I tak miałem wielkie szczęście, że jakiś egzemplarz pojawił się w przyosiedlowym saloniku. Jedynym wyjściem żeby w niego pograć to zdobycie którejś z wersji Midway Arcade Treasures. No i oczywiście są jeszcze emulatory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz